Opowieści Pani Barbary – Atlantycka Ślicznotka

  • Wycieczka objazdowa
  • Portugalia
  • Od 3039 PLN/os.

Przedstawiamy kolejny odcinek opowieści Pani Barbary – tym razem Portugalia.

 

O Pani Basi pisaliśmy już w poprzednim poście. Dziś na tapecie wycieczka objazdowa do Portugalii, pod nazwą „Atlantycka Ślicznotka”. Nie przedłużając serdecznie zapraszamy do lektury (w formie niezmienionej).

 

PORTUGALIA

19 – 26 września 2016 r.

(Organizator: Biuro Podróży ITAKA)

 

Kilka słów wstępu

W Portugalii znalazłam się całkowicie przypadkowo, bowiem zamierzałam we wrześniu odwiedzić Hiszpanię. Okoliczności niezależne ode mnie sprawiły, że cel wyjazdu uległ zmianie, czego absolutnie nie żałuję. To kraj o bardzo bogatej historii, dawna potęga morska i handlowa, miejsce wieloletnich zmagań z Maurami, którzy pozostawili po sobie wiele wspaniałych budowli, a także tradycji kulturalnych i … kulinarnych. Nie zamierzam w tym miejscu powielać informacji zawartych w przewodnikach, a jedynie opisać miejsca, jakie wywarły na mnie największe wrażenie, a jest ich niemało.

Poniedziałek –19 września

Dzień ten należy uznać za stracony, bowiem złożyły się na niego: trzygodzinna podróż do Warszawy, dwugodzinny pobyt na lotnisku, czterogodzinny lot do Faro oraz dwugodzinny transfer do hotelu Colina. Można łatwo wyliczyć ile to godzin… Koleżanki wylatujące z Poznania ponad dwie godziny później niż ja znalazły się w hotelu niemal o tej samej godzinie, czyli około północy. Niektóre hotele znajdowały się w pobliżu Faro, były oddalone od lotniska o kilkanaście minut jazdy, a czemu nasz i inne były tak daleko?

Wtorek – 20 września

Jedziemy do Lizbony i w tym miejscu chciałabym kilka słów poświęcić naszej pilotce – pani ZUZANNIE BORYCZKO, jednej z najlepszych pilotek z jakimi przyszło mi podróżować. Jej głęboka wiedza obejmująca wszystkie dziedziny: historię, geografię, architekturę, socjologię i wiele, wiele innych zasługuje na wielkie uznanie. Do tego należy dodać znakomitą znajomość języków, wysoką kulturę osobistą, uprzejmość oraz talent logistyczny. Czego więcej można wymagać?

Podczas dość długiego przejazdu do stolicy Portugalii częstuje nas solidną dawką historii kraju i jego stolicy, która swój złoty okres osiągnęła w wiekach XV i XVI za panowania królów z dynastii Aviz, a zwłaszcza króla Manuela I Szczęśliwego – „sponsorów” najbardziej spektakularnych wypraw morskich, dzięki którym Portugalia stała się  największą europejską potęgą morską. Spacer po mieście rozpoczynamy oczywiście od wybrzeża podziwiając słynną wieżę Belem zbudowaną w stylu manuelińskim. Miała ona za zadanie kontrolowanie przepływających statków, a dziś stanowi chyba najbardziej znany symbol Lizbony fotografowany ze wszystkich stron przez setki turystów,W pobliżu wieży zbudowano ogromny pomnik Wielkich Odkryć, niestety obstawiony rusztowaniami i zasłonięty płachtami, jest on bowiem w trakcie czyszczenia. Na czele odkrywców stoi książę Henryk Żeglarz, a towarzyszą mu kapitanowie statków, mnisi, uczeni, pisarze i przedstawiciele innych zawodów, którzy przyczynili się do sukcesów osiągniętych w rezultacie podbicia nowych terytoriów. Jedyną kobietą przedstawioną na pomniku jest matka księcia – królowa Filipa Lancaster.

Klasztor Hieronimitów to jedna z największych atrakcji Lizbony, perła stylu manuelińskiego wpisana na listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO. Zbudowany został na polecenie króla Manuela I Szczęśliwego jako wyraz podziękowania za udaną wyprawę Vasco da Gamy do Indii. W kościele św. Marii oglądamy sarkofagi króla Manuela I i jego żony Marii, króla Jana III oraz Vasco da Gamy i pisarza Luisa de Camoesa. Największe wrażenie wywarł na mnie dwupoziomowy dziedziniec otoczony rzeźbionymi arkadami będącymi najwspanialszymi przykładami stylu manuelińskiego. Dominują w nim elementy morskie: liny okrętowe, żaglowce, węzły i sfery armilarne, różne morskie stworzenia: ryby, żółwie, syreny, koralowce, a także motywy orientalne – owoce tropikalne, słonie, tygrysy i jakieś przedziwne stwory stanowiące prawdopodobnie wynik barwnych opowieści żeglarskich.

Z uwagi na dość duże odległości i usytuowanie poszczególnych dzielnic miasta na wzgórzach na stare miasto jedziemy autokarem. Silne trzęsienie ziemi w 1775 r. zniszczyło niemal całkowicie Lizbonę, a markiz de Pombal nadał jej zupełnie nowy układ urbanistyczny – szerokie i prostopadłe względem siebie aleje, duże place oraz piękne pałace. Zwiedzamy przedziwny kościół Dominikanów z wypalonym wnętrzem, snujemy się głównym deptakiem Lizbony Rua Augusta zakończonym łukiem triumfalnym i Placem Handlowym (w międzyczasie degustujemy słynne ciasteczka Belem, rzeczywiście smakowite – delikatne ciasto francuskie wypełnione kremem „budyniowym”), wchodzimy do katedry Se bardzo skromnie wyposażonej, w bocznej uliczce podziwiamy elewator –windę zaprojektowaną w  pracowni Gustawa Eiffela. Na deptaku oraz w bocznych uliczkach szaleją studenci pierwszego roku, którym starsi koledzy urządzają otrzęsiny. Młodzież tańczy, śpiewa, urządza mini-przedstawienia zbierając do kapelusza drobne pieniądze na swoje potrzeby. To miły obyczaj i bardzo malowniczy. Po tej porcji artystycznych wrażeń udajemy się do dzielnicy Alfama. To miejsce dość charakterystyczne – stare, obdrapane domy, na balkonach suszą się wyprane ciuchy, nieraz wręcz gacie, w podejrzanych knajpkach siedzą „kolorowi”… Nie miałabym ochoty znaleźć się tu wieczorem.

Czas wolny spędzamy na piwie „z widokiem” na głównym deptaku Rua Augusta, a zbiórkę mamy na placu Pedro IV. Ponieważ dzień był bardzo upalny, a wędrówki po stromych uliczkach i „kocich łbach” trudne wszyscy są już zmęczeni i z przyjemnością udają się na odpoczynek w hotelu.

Środa – 21 września

Krętymi drogami wśród wzgórz zmierzamy w kierunku Cabo da Roca – przylądka najdalej wysuniętego na zachód Europy. Skalisty brzeg wznosi się 144 m ponad poziom Oceanu Atlantyckiego. Na przylądku stoi latarnia morska z XIX wieku. Miejsce to jest dość ponure, odludne i smutne. Skały porośnięte są ciekawymi roślinami, na ogół już suchymi, między innymi żółto kwitnącym kolcolistem (Ulex densus).

Kolejnym, pięknie położonym wśród gór miasteczkiem jest Sintra, gdzie zbudowano trzy pałace – Pałac Maurów, Pałac Pena i Pałac Narodowy. W programie zwiedzania mamy ten ostatni, należący początkowo do władców islamskich, a następnie rozbudowany za czasów króla Jana I na początku XV wieku oraz króla Manuela I w wieku XVI.

Trudno jest opisać wszystkie wspaniałości pałacu, tak więc wspomnę jedynie o najważniejszych. Ogromne wrażenie wywiera renesansowa Sala Łabędzi, w której odbywały się przyjęcia, bankiety i główne uroczystości. Nazwa sali pochodzi od 27 paneli drewnianych umieszczonych na suficie z wymalowanymi łabędziami w różnych pozach. Drugą piękną salą jest Sala Srok z XV wieku, a jej nazwa wywodzi się od 136 srok na suficie symbolizujących plotki dworskie i trzymających w dziobach herb króla Jana I, a w szponach róże związane z rodem Lancaster, rodem królowej Filipy – jego małżonki. Wąska i długa Sala Galeonów z XVII-XVIII wieku przypomina swoim kształtem statek, a na jej ścianach przedstawiono wizerunki różnych statków, także nieprzyjacielskich – otomańskich, duńskich i holenderskich. Moim zdaniem najpiękniejszą jest ośmiokątna Sala Herbów z sufitem pokrytym herbami najznamienitszych rodów i ścianami, na których techniką azulejos pokazano na białym tle błękitne sceny polowań, sceny walk rycerskich oraz sceny z życia dworskiego. Tworzą one ogromne obrazy  ułożone z małych kafelków, przed ich ułożeniem na ścianach dokładnie ponumerowanych. Mijamy salę chińską z pagodą z kości słoniowej oraz kaplicę pałacową z freskami odwołującymi się do Ducha Świętego w postaci gołębicy z gałązką oliwną w dziobie. Podłoga i sufit kaplicy są najstarszym przykładem rzeźby w stylu mudejar w Portugalii. Bardzo ciekawym pomieszczeniem jest kuchnia – ogromna, z oryginalnym kamiennym stołem służącym do oprawiania zwierzyny oraz  z dwoma wielkimi białymi kominami przypominającymi wieże – symbol Sintry.

Po zwiedzeniu pałacu  wspinamy się stromymi uliczkami starówki poszukując czegoś ciekawego. Na poczcie znajdujemy dobre przewodniki w języku polskim  i aby po strawie duchowej dać też coś zmęczonemu ciału – siadamy w ulicznej kawiarence zamawiając espresso i ciasteczko Belem…

Kolejnym etapem podróży jest urocze średniowieczne miasteczko Obidos otoczone murami obronnymi. Tradycyjnie od XII do XIX wieku stanowiło ono część posagu ofiarowywanego przez władców Portugalii swoim małżonkom w dniu zaślubin. Oceniając urodę i wdzięk miasteczka trudno wyobrazić sobie lepszy podarunek. Mamy tu dużo, bo aż półtorej godziny czasu, który poświęcamy na włóczenie się po głównym mini-deptaku i bocznych wąziutkich stromych uliczkach podziwiając orgie kwiatów, wciąż jeszcze kwitnących – bugenwilli, glicynii, wiciokrzewów, milimów i innych krzewów oraz roślin doniczkowych zdobiących białe i kolorowe domki i sklepiki. Czujemy się jak w jakiejś baśni i gdyby nie tłumy turystów można by było naprawdę w to uwierzyć. Nogi domagają się odrobiny odpoczynku, a gardło zimnego piwa, wobec czego nie pozostaje nic innego jak usiąść w knajpce „z widokiem” i spełnić te marzenia…

Ostatnim miejscem przewidzianym do zwiedzania na dzień dzisiejszy jest  klasztor Batalha, noszący oficjalną nazwę Klasztor Świętej Marii Zwycięskiej i zbudowany w celu upamiętnienia zwycięskiej bitwy Portugalczyków nad Kastylią w 1385 r. To jeden z najpiękniejszych i najbardziej oryginalnych przykładów późnej architektury gotyckiej (tzw. gotyk płomienisty) połączonej ze stylem manuelińskim. Widoczne są również wpływy gotyku angielskiego, pewne elementy wnętrza przypominają klasztor w York oraz katedrę w Canterbury. Obiekt budowano ze skały wapiennej przez ponad 200 lat w trakcie panowania siedmiu królów zużywając ogromne ilości materiałów i wykorzystując wielkie zasoby ludzkie.

Trzęsienie ziemi w 1775 r. spowodowało pewne straty na terenie klasztoru, ale największych spustoszeń dokonały wojska napoleońskie w latach 1811-1912.

Gigantyczny klasztor był siedzibą zakonu Dominikanów. Jego główną fasadę zdobią rzeźby przedstawiające postacie i sceny ze Starego Testamentu. Wnętrze dzieli się na trzy nawy, z prawej wchodzi się do Kaplicy Fundatorów, gdzie pochowany został król Jan I oraz jego małżonka królowa Filipa Lancaster.Z drugiej nawy przedostajemy się na dziedziniec królewski dekorowany w stylu manuelińskim. Przedziwne wrażenie sprawiają tzw. Niedokończone Kaplice – ogromne ośmiokątne pomieszczenie bez dachu mające służyć jako miejsce pochówku członków rodzin królewskich. Jest to tzw. trwała ruina, gdyż brak jest środków i pomysłu jak i za co dokończyć tę budowlę.

Zadziwia ogrom klasztoru. Trudno wyobrazić sobie przebieg jego budowy, ilu architektów i artystów w ciągu tych 200 lat starało się pozostawić po sobie jak najwspanialsze dzieła. Dziś to jeden z obiektów sakralnych, po których można wędrować bez końca. Ciekawe czy wieczorami krążą po nich duchy budowniczych, a może nawet pary królewskiej?

W drodze na nocleg oglądamy w autokarze program Roberta Makłowicza poświęcony miastu Porto oraz winu Porto, które będziemy degustowali jutro. Dowcipny dziennikarz  nawiązuje do woskowych replik nóg w Fatimie, których jest najwięcej, a ponieważ replik wątroby (sprawdzimy to wkrótce) jest mniej, wobec tego można śmiało pić porto. Nocujemy w hotelu w miejscowości Anadia, na szlaku św. Jakuba do Santiago di Compostella, nie pijemy porto, lecz korzystamy z własnych zasobów…

Czwartek – 22 września

Pouczeni przez pana Makłowicza o historii i produkcji wina porto zmierzamy w kierunku miasta o tej nazwie oznaczającej po prostu port. Wino porto powstało przypadkowo w okresie, kiedy zaostrzyły się stosunki między Anglią a Francją i Brytyjczycy zostali zmuszeni do poszukiwania nowych rynków, gdzie mogliby zakupić wino. Znaleźli Portugalię – kraj już od czasów rzymskich wytwarzający dobre wina, niestety odległość, wysoka temperatura  i długi transport morski sprawiły, że eksportowane wina zaczęły kwaśnieć. Sprytni i pomysłowi żeglarze wpadli na pomysł, aby do wina dodać bimbru jaki mieli na własny użytek. Okazało się, że Brytyjczykom smak nowego trunku bardzo odpowiada i w ten sposób narodziło się porto – wino wzmocnione alkoholem do kilkunastu, a nawet dwudziestu procent.

Z tą głęboką wiedzą zwiedzanie Porto rozpoczynamy od wizyty w wytwórni tego szlachetnego trunku. Oprowadza nas Polka informując, że wina porto mogą być białe lub czerwone, dojrzewające w drewnianych, na ogół dębowych beczkach lub w butelkach, rocznikowe lub nierocznikowe. W przeciwieństwie do normalnych win porto można przechowywać przez wiele lat, nawet istnieją partie 90-letnie i nie tracą one swoich właściwości smakowych. Po obejrzeniu piwnic ulokowanych częściowo w skalnym zboczu wytwórnia zaprasza nas na degustację różnych typów porto, wytrawnych, półsłodkich i słodkich informując równocześnie do jakich potraw należy je podawać. Porto leży nad rzeką Duero spiętą kilkoma mostami, spośród których najsłynniejszym jest most Ludwika I zaprojektowany w pracowni Gustawa Eiffela. Inne mosty poznamy w trakcie rejsu statkiem.

Przewodniczką po Porto jest Polka – pani PATRYCJA – osoba zakochana i to chyba z wzajemnością w swoim mieście, oprowadzająca nas w zawrotnym tempie i starająca się przekazać jak najwięcej ciekawostek o wszystkich zabytkach. Kościół Karmelitów zachwyca umieszczonymi na zewnątrz kafelkami azulejos i bogatym barokowym wnętrzem z ogromną liczbą złoconych rzeźb w drewnie. Budynek klasztoru składa się z dwu części – jedna XVII-wieczna była klasztorem żeńskim, druga – XVIII-wieczna – męskim. Dobudowanie wąskiego łącznika wywołało dwuznaczne komentarze. ..

Kierujemy się do pięknej zabytkowej księgarni Lello & Irmao łączącej w sobie elementy secesji i modernizmu. To właśnie tutaj pani Jane Rowling pisała historię o Harrym Potterze i trudno się temu dziwić, bowiem otoczenie z pewnością sprzyjało natchnieniu. Szkoda, że nie mogłam pozostać tam dłużej, być może moje sprawozdanie z wycieczki wypadło by lepiej…

Mijamy budynki uniwersytetu, Plac Henryka Żeglarza z przedziwnymi platanami o beczkowatych pniach kierując się ku kościołowi św. Franciszka z Asyżu. Wnętrze to bogato złocone rokoko, a na wystrój zużyto 400 kg złota, z czego połowę ukradli żołnierze Napoleona. Pani Patrycja zwraca szczególną uwagę na drzewo genealogiczne Jezusa oraz ołtarz Męczenników przedstawiający Franciszkanów zamordowanych w różnych okresach historycznych.

Katedra (Se) ma dość charakterystyczny wygląd, przypomina zamek w stylu romańskim, była jednak wielokrotnie przebudowywana. Mieszają się w niej style: ogólna forma i rozeta nad wejściem to styl romański, krużganki z wspaniałymi kafelkami azulejos to czysty gotyk, natomiast kaplice i ołtarz główny to sztuka baroku.

Idziemy na dworzec kolejowy ozdobiony pięknymi  azulejos  ze scenami przedstawiającymi walki z Maurami oraz króla Jana I  z żoną Filipą Lancaster – rodziców Henryka Żeglarza.

Odprowadzając nas na nabrzeże pani Patrycja pokazuje dom, w którym urodził się Henryk Żeglarz. Mieści się tam teraz niewielkie muzeum.

Żegnamy naszą przewodniczkę dziękując jej za wspaniałą prezentację swojego miasta. Być może inne polskie grupy będą miały szczęście i spotkają się z nią spotkać podczas wycieczki do Portugalii!

Miasto Porto jest urocze, klimatyczne, podoba mi się bardziej aniżeli Lizbona. Trudno jest zwiedzić je w ciągu kilku godzin mimo usilnych starań pani Patrycji. Tym niemniej pozostanie na długo w mojej pamięci jako przykład miasta pięknego, nastrojowego i bardzo bogatego w zabytki.

Czas wolny spędzamy na nabrzeżu rzeki Duero – A Ribeira oglądając kolorowe domy z suszącym się praniem, liczne knajpki i tawerny oraz przepływające statki oczekując na ten, który zabierze nas na rejs.  Statków spacerowych jest wiele, bowiem miasto od strony rzeki prezentuje się jeszcze piękniej – widać liczne wieże kościołów, szeregi barwnych domów, zielone ogrody, a przepływanie pod kilkoma mostami dodaje rejsowi uroku.

Kolejnym miastem na trasie wycieczki jest Braga – miasto bardzo bogate w kościoły. Najważniejszym z nich jest katedra (Se) wielokrotnie przebudowywana, aktualnie reprezentuje mieszaninę stylów: romańskiego, gotyku, manuelińskiego i baroku. Oryginalna romańska zachodnia fasada została całkowicie zniszczona poza kilkoma detalami głównego portalu ozdobionego rzeźbami ludzi i zwierząt. Na początku XVI wieku dobudowano galerię w stylu późnogotyckim udekorowaną posągami i gargulcami. Piękne metalowe drzwi w stylu manuelińskim znajdowały się początkowo wewnątrz katedry, jednak w XVIII wieku przeniesiono je do galerii. Górną część fasady i wieże całkowicie zmodernizowano w XVIII wieku. Wnętrze jest trzynawowe, a sufity wykonane z drewna, główna kaplica w stylu manuelińskim, pozostałe barokowe. Najpiękniejszym elementem katedry są złote organy w stylu barokowym podtrzymywane przez rzeźby diabłów noszących  na głowach zawoje Maurów. W bocznych kaplicach stoi wiele figur świętych, między innymi posąg św. Judy Tadeusza – „specjalisty” od spraw beznadziejnych. Sądząc po licznych kartkach złożonych wokół niego – spraw takich lub podziękowań za ich pozytywne rozwiązanie nie brakuje…

Spędzamy kilka chwil na starówce oglądając z zewnątrz liczne kościoły, fontanny oraz piękny ogród mojej patronki – św. Barbary pełen wciąż jeszcze kwitnących roślin.

Zbliża się wieczór, a nasz autokar wspina się do góry po bardzo krętej i stromej drodze do Sanktuarium Bom Jesus należącego do biskupstwa Bragi. Jest ono już niestety zamknięte, można jedynie przejść się barokowymi schodami udekorowanymi licznymi posągami. Ogarnia nas lenistwo, a może zmęczenie  i rezygnujemy ze spaceru schodami siadając na ławeczce i podziwiając zachód słońca. Kolację jemy w restauracji obok sanktuarium.

Piątek – 23 września

Wcześnie rano wyjeżdżamy w kierunku Santiago di Compostella mijając po drodze zielone wzgórza rejonu Minho i wjeżdżając na teren hiszpańskiego rejonu Galicja. Przed nami długa droga, około 250 km, więc pani Zuzanna proponuje obejrzenie filmu pt. „Droga życia”. Jest to historia amerykańskiego lekarza, który po śmierci syna postanawia przejść szlak świętego Jakuba  spotykając różnych ludzi dzielących się z nim swoimi problemami. Pielgrzymka zmienia całkowicie podejście do życia lekarza i właściwie każdy z nas wyciąga z tego bardzo głębokiego filmu własne wnioski…

Ranek jest chłodny, ale słoneczny, później niestety otula nas mgła gęsta i biała i zaczynamy mieć wątpliwości czy Santiago di Compostella przywita nas jakąś możliwą pogodą, bowiem podobno na 365 dni w roku przez 280-300 dni pada tam deszcz. Na szczęście mgła się rozprasza i Santiago ukazuje się naszym oczom w pięknym słońcu.

Teraz kilka słów o miejscu spoczynku świętego Jakuba Większego – jednego z dwunastu apostołów. Od średniowiecza jest to znany ośrodek kultu i cel pielgrzymowania, jeden z trzech najważniejszych po Rzymie i Ziemi Świętej. Ludzie wędrują z całej Europy różnymi szlakami łączącymi się w tak zwaną Drogę Świętego Jakuba, a znakiem rozpoznawczym pielgrzymów i Drogi jest muszla św. Jakuba.

Według legendy Święty Jakub prowadził działalność misyjną wśród Celtów na Półwyspie Iberyjskim. Zginął śmiercią męczeńską w Jerozolimie, a jego ciało przewieziono wkrótce do Galicji, jednakże do dziś nie ma żadnych dowodów, że relikwie świętego rzeczywiście spoczywają w miejscu nazywanym jego grobem.

Katedra budowana od XI-XII do XVIII wieku stoi według tradycji nad grobem apostoła. Wejście główne jest w stylu romańskim z około 200 figurami: Chrystusa, ewangelistów, św. Jakuba, proroków i apostołów, fasada na charakter barokowy, a na ścianie szczytowej umieszczono posąg św. Jakuba.

Wnętrze świątyni zachowało pierwotną romańską architekturę i mimo licznych elementów barokowych wyposażone jest skromnie  zachowując monumentalizm i przestrzenność.

Uczestniczmy (częściowo) w mszy świętej dla pielgrzymów, bowiem decydujemy się wyjść wcześniej i stanąć w dość krótkiej chwilowo kolejce do grobu apostoła. Przytulamy się do posągu św. Jakuba umieszczonego w głównym ołtarzu (schody, którymi się wchodzi znajdują się z tyłu głównego ołtarza). Sanktuarium w przeciwieństwie do innych ma atmosferę sprzyjającą skupieniu i modlitwie, nie ma wokół katedry nachalnego handlu o charakterze bazarowym, są jedynie eleganckie sklepy z pamiątkami w dobrym guście. Może rzeczywiście to zasługa apostoła?

Budowle wokół placu katedralnego to pałac arcybiskupi oraz budynek będący siedzibą chórów. Idziemy na spacer po pięknej starówce wpisanej w całości na Listę Dziedzictwa Kulturowego UNESCO. Pani Zuzanna w ramach rozrywki po doznaniach religijnych prowadzi nas do hali, gdzie sprzedawane są wszelkiego rodzaju owoce morza. Niektórzy po raz pierwszy mogą obejrzeć żywe ośmiornice, kalmary, langusty czy kraby. Przed halą dwie panie w rękawicach niemal spawalniczych gotują w ogromnych kotłach ośmiornice, wyciągają je i kroją na plasterki wielkimi nożami. Wokół roznosi się apetyczny zapach czosnku. Pani Zuzanna funduje degustację i należy stwierdzić, że ośmiornica smakuje całkiem, całkiem… mimo jaskrawo czerwonej barwy po ugotowaniu. Pan Robert Makłowicz w jednym ze swoich programów zwracał uwagę, że owoców morza nie wolno przegotowywać ani zbyt długo smażyć, bowiem wówczas stają się „gumowate”.

Czas wolny przeznaczamy na dalszy spacer po starówce, penetrację sklepików z pamiątkami, drobne zakupy, a na zakończenie na zimne piwo z oliwkami…

Sobota – 24 września

Jedziemy do miasta Coimbra – czwartego pod względem wielkości po Lizbonie, Porto i Bradze, miasta, które pełniło zaszczytną rolę pierwszej stolicy niezależnej Portugalii oraz przez trzy stulecia wraz z Lizboną siedziby Uniwersytetu Portugalskiego, jednego z najstarszych w Europie, założonego w 1290 r.

Zwiedzanie rozpoczynamy od tak zwanego górnego miasta, gdzie w dawnych czasach mieszkali duchowni i szlachta, podczas gdy miasto dolne było zasiedlone przez rzemieślników, kupców i mieszczan.

Kompleks uniwersytecki jako całość został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO. Salę Rektorów oglądamy z otaczającej go galerii podziwiając piękny plafon i liczne portrety, głównie osób duchownych. Obok Sali można zwiedzić niewielką wystawę poświęconą pamięci królowej Izabeli (Elżbiety) – żony króla Jana III. Zgromadzono na niej obrazy i rzeźby przedstawiające królową, najczęściej trzymającą w fałdach szaty róże. Legenda mówi, że królowa zajmująca się działalnością charytatywną wynosiła z pałacu chleb i inne artykuły spożywcze dla biednych. Pewnego razu król, który niezbyt pochwalał tę działalność zapytał zonę, co też ciekawego niesie, a ona odpowiedziała, że róże i stał się cud – z jej szaty wysypały się czerwone róże. Ciekawe, że niemal identyczną legendę przedstawioną na obrazie słyszałam zwiedzając w Trzebnicy klasztor św. Jadwigi Śląskiej!

Zdecydowanie najwspanialszym obiektem kompleksu uniwersyteckiego jest Biblioteka Joanina – trzy wielkie sale rozdzielone ozdobnymi łukami w stylu barokowym ozdobione podobnie jak główny portal herbem króla Jana III. Na ścianach wbudowano dwupiętrowe regały wykonane z hebanu brazylijskiego mieszczące 300 tysięcy woluminów posegregowanych od największych na dole do najmniejszych na górze. Z boku znajduje się niewielka salka, w której można studiować na miejscu wypożyczone woluminy. Godne uwagi są plafony z malowidłami przedstawiającymi Minerwę – boginię mądrości w otoczeniu kontynentów lub cnót w ich pozytywnym i negatywnym aspekcie. Podobno w pobliżu głównego portalu gnieżdżą się nietoperze spełniające pożyteczną rolę – mianowicie zjadają one owady mogące niszczyć woluminy…

Wchodzimy do kaplicy św. Michała pochodzącej z lat 1517-1522 z ołtarzem schodkowym i pięknymi barokowymi organami wyposażonymi w piszczałki pionowe i poziome. Kaplica służy nie tylko do celów religijnych, ale również jako sala koncertowa oraz miejsce ważnych uroczystości uniwersyteckich, takich jak np. nadawanie stopni doktorskich. W dawnej galerii królewskiej zasiada aktualnie rektor i inni dostojnicy uniwersyteccy.

Na dziedzińcu uniwersytetu stoi pomnik króla Jana III doglądającego swoich włości…

Z miasta górnego do dolnego schodzimy po starych, bardzo stromych schodach zwanych potocznie „łamaczami kręgosłupów”. Jakoś szczęśliwie udało się zejść bez obrażeń cielesnych mijając po drodze katedrę zwaną „starą”. Akurat odbywała się w niej uroczystość zaślubin, więc nie można było obejrzeć z bliska jednoskrzydłowego ołtarza drewnianego, rzeźbionego, podobnego z daleka do ołtarza Wita Stwosza w Kościele Mariackim w Krakowie.

W mieście dolnym odbywa się jakieś święto folklorystyczne, na głównym deptaku stoi pełno straganów z różnymi specjalnościami regionalnymi sprzedawanymi przez panie i panów w strojach ludowych. Bardzo nam się to podoba, zwłaszcza, że mamy teraz upragniony „czas wolny”. Kupujemy rurki francuskie nadziewane owocami mango, pyszne! Eksplorujemy również okoliczne sklepy oraz targ staroci, gdzie obiektów rzeczywiście starych jest jak na lekarstwo, tym niemniej można tam znaleźć coś ładnego, na przykład biżuterię z Nepalu.

Wizytę w pięknym mieście Coimbra kończymy obowiązkowym piwem „z widokiem”.

Teraz czeka nas wizyta w Tomar – klasztorze będącym jedną z siedzib templariuszy wybudowaną przez ten zakon w XII wieku obok twierdzy broniącej przed atakami Maurów. Aktualnie nazywany jest klasztorem Zakonu Chrystusa Pana (Convento de Cristo). Jest to największy zespół klasztorny w Portugalii, którego najstarszą częścią jest szesnastokątny kościół z XVI wieku, zwany charola. Obiekt jako całość wpisano na Światową Listę Dziedzictwa Kulturowego UNESCO, a jest to istny labirynt różnych pomieszczeń takich jak: urocze krużganki o ścianach pokrytych azulejos, refektarz, dormitorium dla 120 mnichów, kuchnia i inne. Z krużganków roztacza się doskonały widok na architektoniczne arcydzieło – okno w stylu manuelińskim zwane oknem św. Barbary.

Kolejną wspaniałą budowlą na trasie jest cysterski klasztor św. Marii w Alcobaca  – pierwszy gotycki obiekt w Portugalii. Wraz z klasztorem Santa Cruz w Coimbrze są to najważniejsze średniowieczne klasztory w tym kraju. Z uwagi na znaczenie historyczne oraz walory artystyczne klasztor w Alcobaca wpisano na Światową Listę Dziedzictwa Kulturowego UNESCO. Główna fasada to mieszanina stylów. Portal i rozeta pochodzą z oryginalnego kościoła, natomiast figury i wieże z początku XVIII wieku, Pierwszym architektem kościoła był prawdopodobnie Francuz pochodzący z opactwa Clervaux ufundowanego przez Bernarda z Clervaux – założyciela zakonu cystersów. Kościół zbudowano na planie krzyża łacińskiego,  a jego boczne nawy mają identyczną wysokość jak nawa główna. Kolumny i ściany pozbawione są dekoracji zgodnie z wymaganiami reguły cystersów, tym niemniej wnętrze jest pięknie oświetlone przez rząd okien i rozetę.

W transepcie znajdują się sarkofagi króla Piotra I i jego nieszczęśliwej kochanki Inez de Castro zamordowanej na rozkaz jego ojca – króla Alfonsa IV. Według legendy gdy Piotr I został królem przeniósł zwłoki Inez do klasztoru Alcobaca, ukoronował je nakazując osobistościom dworskim oddać jej hołd jako królowej. Sarkofagi tej pary to jedno z najwspanialszych dzieł rzeźby gotyckiej w Portugalii. Podtrzymywane przez lwy ozdobione są reliefami przedstawiającymi sceny z życia świętego Bartłomieja oraz scenami z życia Piotra i Inez, a sarkofag Inez dodatkowo scenami z życia Chrystusa, między innymi ukrzyżowaniem oraz Sądem Ostatecznym. Z prawej strony transeptu mieści się Panteon Królewski w stylu neogotyckim z sarkofagami królowych oraz dzieci królewskich. Główny dziedziniec klasztoru jest największym w Portugalii dziedzińcem w stylu gotyckim. Imponujące są także inne pomieszczenia, takie jak kuchnia z kominem ozdobionym azulejos, refektarz, trzyskrzydłowa sala oraz Sala Królewska ze ścianami pokrytymi azulejos przedstawiającymi historię ufundowania klasztoru. Klasztor w Alcobaca wywiera ogromne wrażenie nie tylko swoimi rozmiarami, ale również niepoślednią urodą. Nie bez znaczenia jest także miłosna legenda o Piotrze i Inez. Być może nocą ich duchy krążą po klasztornych krużgankach…

Dalszy etap naszej podróży to Fatima – miejsce objawień tak znane, że nie odważę się go opisywać. Mogę jedynie stwierdzić, że o ile Santiago de Compostella to miejsce sprzyjające skupieniu i modlitwie, o tyle Fatima to przede wszystkim komercja i to w fatalnym wydaniu. Odrażające wrażenie robią woskowe repliki nóg, rąk, wątrób, jelit, trzustek i innych organów wewnętrznych, a także niemowlęta z wosku wiszące w pęczkach na niemal każdym straganie, a są ich setki. Organy te oraz figurki dzieci wraz z prośbą o ich uzdrowienie wrzucane są do pieców przypominających krematoryjne. Dla mnie to jakaś szamańska makabra!

Bazylika Matki Boskiej Różańcowej zbudowana w latach 20. jest biała, smukła, bardzo skromnie wyposażona.  W bazylice mieszczą się groby Łucji, Hiacynty i Franciszka, którym objawiła się Matka Boska. Przed bazyliką roztacza się ogromny plac mogący pomieścić milion osób, a na placu ogrodzone miejsce objawień.  Zwraca uwagę specjalny chodnik, po którym w kierunku bazyliki idą ludzie na kolanach.

Nocujemy w Fatimie, niektórzy idą na nocną procesję ze świecami.

Niedziela – 25 września

To już ostatni dzień wędrówek po Portugalii, a jego część spędzimy w miasteczku Nazare – najstarszym miejscu kultu Matki Boskiej w Portugalii. Do kościoła nie można wejść, bo odprawiana jest msza, więc przechadzamy się po placu przykościelnym, gdzie oczywiście trwa handel, głównie suszonymi owocami, przyprawami, ale także wszelkiego rodzaju chińską tandetą. Widoki nabrzeża są piękne, bowiem kościół i jego otoczenie leżą na wysokim klifie. Zjeżdżamy na dół do miasteczka, które „nie zwala z nóg” – to długi nadmorski deptak pełen sklepów z plażowymi gadżetami oraz knajpek. Szeroka plaża jest całkiem pusta, wszystkie leżaki i parasole zwinięte, widocznie mimo pięknej pogody dla Portugalczyków zaczyna się już zima… Pobyt w miasteczku umilamy sobie zimnym piwem słuchając narzekań osób z „równoległej” grupy Itaki. Ale co to nas w sumie obchodzi, ważne że nam się udało! Teraz dłuuuga podróż do tego samego hotelu, w którym spędziłyśmy pierwszą noc, wieczorna herbata z drinkiem i pobudka o godzinie czwartej rano, aby około 19-tej znaleźć się w domu.

Wnioski końcowe

Plusy „dodatnie”

1) Jako pierwszy „plus dodatni”  wypada wymienić naszą wspaniałą przewodniczkę – panią Zuzannę Boryczko, której kwalifikacje i wiedzę opisałam na wstępie oraz jej koleżankę – panią Patrycję z Porto. Obie panie stanowią przykład wzorowych przewodniczek. Oby więcej takich osób pilotowało wycieczki i przybliżało turystom w sposób bardzo profesjonalny zwiedzany kraj i jego zabytki. Dziękuję!!!

2) Hotele i wyżywienie oraz transport nie budzą żadnych zastrzeżeń. Kierowca prowadził autokar szybko, ale w sposób bezpieczny.

3) Program imprezy jest bardzo intensywny. Mnóstwo obiektów przewija się w tej chwili przez moją pamięć, pewnie za chwilę pomylą mi się klasztory, ale ogólnie biorąc – Portugalia to kraj piękny, bogaty w zabytki, a ciasteczka z Belem to po prostu smakołyk nad smakołykami!!!Polecam!!!

Plusy „ujemne”

1) Dla mnie jedynym „plusem ujemnym” jest straszliwie długa podróż: wyjazd z Poznania do Warszawy porannym pociągiem = 3 godziny, przejazd na lotnisko =1 godzina, pobyt na lotnisku = 2 godziny, przelot = 4 godziny, transfer do hotelu = 2 godziny, łącznie ponad 12 godzin. To stanowczo zbyt długo. Czemu hotel, w którym spędzałyśmy pierwszą i ostatnią noc zlokalizowany był tak daleko od lotniska?

Jednak wniosek końcowy: było OK. i oby wszystkie wycieczki były tak udane!


Jeśli powyższy „odcinek” zachęcił Was do podróży do Portugalii – zapraszamy do kontaktu z Nami !! : )

Pozdrawiamy serdecznie Panią Basię i składamy ogromne podziękowania za możliwość publikacji opowieści : )

Oferty polecane

Nie przegap najciekawszych ofert z naszych głównych kategorii